Praca radnego bywa wymagająca, trudna. Są jednak momenty, że przynosi ona wiele satysfakcji. O swojej aktywności społecznej i tym, co niesie ona ze sobą, rozmawiamy z Iwoną Sznajdrowicz, wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej w Olszynie.

Jak to się stało, że została Pani radną?
- Sama chyba nie wpadłabym na pomysł, żeby ubiegać się o mandat radnej. Jednak mieszkańcy Olszyny Dolnej nalegali, abym wystartowała w wyborach samorządowych w 2010 roku. Na moją decyzję wpłynął również mój tato, który pełnił kilkakrotnie funkcję radnego i sołtysa wsi Olszyna Dolna. Wówczas zrodziła się myśl, że stanę w wyborcze szranki, aby być bliżej ludzi i ich codziennych problemów. I tak zostałam radną, chociaż wówczas się tego nie spodziewałam. Dzisiaj zaszczytną funkcję radnej sprawuję po raz trzeci. Mój okręg wyborczy to Olszyna Dolna. Jednak uchwały podejmowane przez radę dotyczą w większości całej gminy i ja na pewno jestem radną wszystkich mieszkańców.
Pierwsze wrażenia?
- Po otrzymaniu informacji, iż zostałam radną ogarnęła mnie wielka radość. Szybko za nią przyszła myśl, że pełnienie tej funkcji to nie tylko splendor i zaszczyty. To przede wszystkim praca na rzecz Olszyny i służba jej mieszkańcom. Staram się godnie reprezentować swoich wyborców, nie pozostawiać ich problemów nierozwiązanymi. Problemy mieszkańców bardzo szybko stały się moimi problemami.
Zdarzały się trudne chwile?
- Mówiąc wprost to każda kadencja była inna, ponieważ mierzyliśmy się z różnymi sytuacjami. Przez wiele lat pełniłam funkcję przewodniczącej Komisji Oświaty, Kultury i Spraw Socjalnych i to właśnie tematy związane z pracą tej komisji leżały mi szczególnie na sercu. Wspomnę tu chociażby o ostatniej reformie edukacji. Wymusiła ona nie tylko na mnie, ale na wszystkich radnych podejmowanie kompromisów, dyskusji, negocjacji oraz współpracy m.in. z dyrektorami szkół. Były to trudne momenty. Najważniejsze dla nas było dobro uczniów i pracowników szkół. Komplementarne działanie wszystkich radnych, zrozumienie ze strony rodziców oraz organu prowadzącego spowodowały, że w naszej gminie reforma edukacji została wprowadzona szybko i sprawnie. Liczę, że wprowadzone zmiany okażą się być korzystne dla uczniów.
Czy jest coś, co jest szczególnym powodem do satysfakcji?
- Jestem człowiekiem pozytywnym i zadowolonym z życia. Największą satysfakcję w życiu sprawia mi rodzina, że mogę się w niej realizować i dla niej się spełniać. Moja praca jest związana z ludźmi. Daje mi ona osobistą satysfakcję i zawodowo się spełniam. Czuję się potrzebna jako nauczyciel - wychowawca, czuję że to, co robię, ma sens. Towarzyszenie młodym ludziom w tak często zmieniającej się rzeczywistości, pokazywanie im „nowych nieodkrytych dróg”, daje mi ogrom radości i motywację do działania. Mam satysfakcję również z tego, że jestem radną, że tak wiele osób obdarza mnie zaufaniem. Wobec wyborców mam zobowiązania, które każdego dnia staram się realizować. Mam satysfakcję z tego, że w mojej wsi mamy już oddany do użytku przystanek dla rowerzysty. Chciałabym, we współpracy z sołtysem Kariną Animucką, aby ten budynek stał się miejscem spotkań i integracji społeczności lokalnej. Zamierzam podjąć się szeregu działań proekologicznych, zmierzających do poprawy jakości powietrza w naszym mieście. Troska o bezpieczeństwo nasze, naszego środowiska jest moim priorytetem.
Każdy ma jakieś marzenia, a Pani? Jakie są marzenia radnej Olszyny Dolnej?
- Marzy mi się świat bez cierpienia i samotności. Szczególnie wśród osób starszych i młodych. Marzy mi się, by nasze dzieci umiały poszukiwać prawdy i tą prawdą żyły, by umiały szukać piękna w sobie i w innych, by potrafiły czynić dobre rzeczy, by dbały o otaczającą nas przyrodę i by były szczęśliwe. A jeżeli chodzi o wieś, w której mieszkam, to moim głównym marzeniem jest jej gazyfikacja, w możliwie najkrótszym terminie. Oj, trochę dużo tych marzeń…
Piękne wartości i ciekawy kierunek...
- To te same wartości, jakie przekazywali mi moi rodzice. Wartości religijne, moralne, patriotyczne, duchowe... Tym się w życiu kieruję. Przekaz tych wartości powinien być komplementarny i spójny między tym, co daje szkoła a tym, co niesie ze sobą doświadczenie środowiska domowego. Dotyczy to nie tylko uczniów, ale każdego z nas.
Jaki jest więc Pani przepis na sukces?
- Nie traktuję swojego życia w kategoriach sukcesu. Dla mnie ważnym osiągnięciem jest to, że mieszkam tam, gdzie pragnę mieszkać i żyję wśród ludzi, którzy mnie kochają i są mi bliscy. Poza tym, cieszę się, że mogę spełniać się zawodowo i społecznie. To jest dla mnie miara sukcesu.
Nie myślała Pani kiedyś, żeby wyjechać stąd, opuścić Olszynę i zacząć życie w wielkim mieście?
W trakcie studiów miałam zakusy na życie w wielkim mieście, za granicą. Jednak tylko tutaj mogę realnie i z pełną świadomością powiedzieć „jestem u siebie”. Po studiach powróciłam w swoje rodzinne strony. Skorzystałam z pomysłu i podpowiedzi taty. Olszyna jest dla mnie moją małą Ojczyzną, w której się wychowałam, żyję i realizuję i mam potrzebę dalej działać dla siebie, innych i dla niej. Na to zawsze znajdzie się czas, mimo wielu obowiązków.
Jest Pani matką, żoną, nauczycielem-wychowawcą i do tego jeszcze radną. Jak na to wszystko znaleźć czas?
- Okazuje się, że tego czasu jest w rzeczywiście bardzo niewiele. Żeby to wszystko „ogarnąć” potrzeba wiedzy i wysiłku. Naprawdę lubię zmieniać rzeczywistość i żywo uczestniczyć w rozwoju miasta i gminy.
Dziękuję za rozmowę.

(Rozmawiał: Artur D. Grabowski)