Praca w Radzie Miejskiej to nie tylko przywilej, ale także odpowiedzialność za sprawy gminy i spore wyzwanie. O swoich doświadczeniach, planach, marzeniach i zadaniach, jakie stoją przed radnymi, rozmawiamy z wiceprzewodniczącym Łukaszem Sarzyńskim.

Jest Pan radnym już drugą kadencję. Jak to się stało, że zdecydował się Pan na kandydowanie?
- Pamiętam to dokładnie. Znajomy, działacz jednego z komitetów wyborczych, zaproponował mi udział w wyborach samorządowych. Muszę przyznać, że nie zapałałem entuzjazmem od pierwszej chwili. Jednak po kilku dniach, przemyśleniu całej sprawy, zdecydowałem się. I tak moja kandydatura do wyborów samorządowych Rady Miejskiej została zgłoszona w 2014 roku. Od urodzenia jestem związany z Olszyną i jej dobro zawsze stawiam na pierwszym miejscu. Gdzieś w głębi duszy chciałem się zająć sprawami mieszkańców naszego miasta. To chyba przeważyło o mojej decyzji.
Wybory to zawsze niepewność i ogromne emocje. Potem przychodzi jednak szara codzienność, która nie zawsze odpowiada naszym wyobrażeniom. Jakie były Pana pierwsze wrażenia?
- Kiedy doszła do mnie pierwsza wiadomość o zwycięstwie w wyborach samorządowych, byłem bardzo szczęśliwy. Gdy pierwsze emocje opadły, w mojej głowie zaczęły rodzić się różne myśli. Dotarło do mnie, że podejmuję się ogromnego wyzwania, jakim jest pełnienie funkcji radego. Od tej chwili bowiem będę reprezentantem mieszkańców mojego okręgu, jak i całej gminy. Już wtedy obiecałem sobie, że wszystkie sprawy moich wyborców będą dla mnie ważne i istotne, i będę starał się je rozwiązać najlepiej, jak tylko potrafię. Zdawałem sobie sprawę, że ludzie obdarzyli mnie ogromnym zaufaniem i że nie mogę ich zawieść.
Dobrze wiemy, że być radnym to nie tylko wyróżnienie, prestiż czy swego rodzaju przywilej. Ta funkcja często bywa ogromnym wyzwaniem, któremu trzeba sprostać i nie zawsze jest miło i przyjemnie. Zdarzały się trudne chwile?
- Tak. Podobnie jak w całym naszym życiu, zdarzały się dobre chwile, ale i też te trudne momenty. Swą działalność w Radzie Miejskiej rozpocząłem w stosunkowo młodym wieku. Musiałem się wiele nauczyć. Nie zawsze wszystko było proste. Jedną z trudniejszych spraw, z jaką przyszło mi się zmierzyć wraz z pozostałymi członkami rady, było wdrożenie w naszej miejscowości reformy edukacji, czy przekształcenia naszego ośrodka zdrowia. Obie sprawy budziły wiele emocji, wymagały wielu rozmów i podejmowania naprawdę ważnych decyzji dla nas wszystkich.
I tak dla kontrastu. Czy jest coś, co w tej pracy na rzecz miasta i gminy przynosi satysfakcję?
- Staram się żyć tak, aby całe moje życie było satysfakcją. Na pierwszym miejscu stawiam rodzinę, bo to moi najbliżsi są dla mnie najważniejsi. Ogromną radość sprawia mi też moja praca, do której podchodzę z pasją i zaangażowaniem. Bycie radnym jest dla mnie satysfakcją i funkcję tę pełnię z dumą, całym sobą. W czasie mojej ubiegłej jak i obecnej kadencji staram się działać przede wszystkim dla mieszkańców Olszyny i z myślą o nich. Każda pozytywnie załatwiona sprawa jest dla mnie satysfakcją.
Radny to też człowiek, a każdy z nas ma przecież jakieś marzenia. O czym marzy wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Olszynie?
- Marzenia. Czym byłoby nasze życie bez marzeń? Jasne, że je mam. Chciałbym, aby na świecie nie było sporów i konfliktów. Aby nie dręczyły nas choroby i niepowodzenia. Aby młodzież była dla nas wspaniałą przyszłością. Aby nasza miejscowość po prostu rozkwitała. A te prywatne marzenia? Przede wszystkim chciałbym, abyśmy cieszyli się zdrowiem. Resztę zachowam dla siebie, bo przecież muszę o czymś marzyć.
Jaki jest Pana przepis na sukces?
- Sukces? Chyba nie czuję się człowiekiem sukcesu. Uważam, że jeszcze wiele przede mną. Cieszę się, że zostałem obdarowany już po raz drugi zaufaniem przez mieszkańców naszej miejscowości. Cieszę się, że mogę robić to, co robię. Tak po prostu…
Olszyna to mimo wszystko mała miejscowość. Nie myślał Pan kiedyś, żeby wyjechać stąd, opuścić region i zacząć życie w wielkim mieście, daleko stąd?
- Nie. Nigdy nie pociągało mnie życie w wielkim mieście. To chyba nie dla mnie. Od urodzenia związany jestem z Olszyną i zawsze czułem, że tu jest moje miejsce na ziemi.
Dziękuję za rozmowę.